wtorek, 13 października 2009

Polacy we francuskim kościele

W ostatnią niedzielę udało nam się uczestniczyć we Mszy we francuskim kościele katolickim. Ponieważ tutejsze zwyczaje związane z religijnością są nieco odmienne od polskich, muszę przyznać, że zorganizowanie wyjścia do kościoła nie było tak oczywiste, jak w Polsce.

Przede wszystkim, chociaż Francja to kraj katolicki (ok. 80% Francuzów deklaruje przynależność do kościoła katolickiego), niewielu jest praktykujących. Z tego powodu w większości kościołów w Bordeaux nie odprawia się mszy w ogóle, nawet w niedzielę. Jeżeli już jakiś kościół jest otwarty dla wiernych, to odprawiana jest zwykle tylko jedna msza w ciągu dnia. Dlatego nie dość, że trzeba się wstrzelić w konkretną godzinę, to w pierwszej kolejności trzeba jeszcze znaleźć czynny kościół... W naszym przypadku dojazd do najbliższej świątyni zajął nam ok. 40 minut. Ponadto brakuje księży z racji niskiego odsetka powołań i to do tego stopnia, że na kilka parafii przypada jeden ksiądz. Dowiedziałam się na zajęciach z francuskiego, że nadzieją kościoła katolickiego we Francji są księża z Europy Wschodniej i Afryki. Jeżeli nadal nie będzie chętnych do założenia sutanny, niedługo we Francji instytucja księdza umrze śmiercią naturalną. Dodatkowo, ponieważ Francja jest krajem z założenia laickim, tzn. w szkołach państwowych nie ma lekcji religii, kościół nie jest dofinansowany przez państwo. 

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, okazało się, że w jedynej mszy w ciągu dnia (na 10:30) uczestniczyło ok. 60 osób, z przewagą osób starszych. Muszę przyznać, że chociaż słyszałam o niskiej frekwencji podczas francuskich mszy, to jednak przeżyłam rodzaj szoku, kiedy uświadomiłam sobie porównanie z polskimi realiami. A mianowicie, w Polsce 60 osób to przychodzi na mszę w tygodniu... Ponadto można domniemywać po średniej wieku uczestników tejże mszy, iż po naturalnej wymianie pokoleń pozostanie jeszcze mniej praktykujących...

Natomiast sam obrządek wygląda bardzo podobnie. Dało się nawet zrozumieć zarówno czytania, jak i samo kazanie. Dla ułatwienia przy każdym krześle leżał modlitewnik, więc nawet trochę partycypowaliśmy we mszy. Ponadto zauważyliśmy, że Francuzi raczej nie klękają na przemienienie, a jedynie pochylają głowy. Natomiast do komunii idą jak jeden mąż: wszyscy i to w sposób bardzo uporządkowany, tzn. najpierw tylnie rządy, a potem przednie. Każdy dostaje komunię do ręki i raczej nie widziałam osoby, która zdecydowała się ją przyjąć w tradycyjny sposób. 

Muszę przyznać, że w porównaniu z religijnością w Polsce, kościoły we Francji niemalże świecą pustkami, jeżeli są w ogóle otwarte... Garstka wiernych zbiera się na jedynej mszy w ciągu dnia. Wrażenie pustki jest dość szokujące, ponieważ Polacy raczej nie są do niej przyzwyczajeni w kościele w niedzielę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz