W mijającym tygodniu dostaliśmy od BEMa prezent w postaci całego wolnego od zajęć tygodnia przed Wszystkimi Świętymi, ponieważ semestr zaczęliśmy tydzień wcześniej, niż reszta szkół wyższych. Korzystając z okazji postanowiliśmy spiknąć się z naszymi skośnookimi koleżankami z akademika oraz francuskim chłopakiem jednej z nich i pojechać do Barcelony. Barcelona to stolica Katalonii, regionu na północnym-wschodzie Hiszpanii.
Od lewej: Agnieszka z Polski, Yili z Kanady, Yasmin z Taywanu
i Lim z Korei Południowej
A zatem wsiedliśmy w pociąg i po niespełna dwóch przesiadkach, w tym w kurorcie zwanym Biarritz, wysiedliśmy na dworcu kolejowym w Barcelonie. Zainstalowaliśmy się w hostelu, którego nazwa odnosi się do imienia Świętego Jerzego, pogromcy smoka, i następnego dnia rozpoczęliśmy zwiedzanie.

Logo naszego hostelu w Barcelonie
Ponieważ nasz hostel znajdował się rzut beretem od bazyliki Sagrada Familia, właśnie tam poczłapaliśmy na początku. Bazylika ta stanowi symbol miasta i największe osiągnięcie katalońskiego architekta Antoniego Gaudiego. Zresztą nazwisko to bardzo często przewija się w historii i architekturze miasta. Budowa rozpoczęła się w 1882 roku i po dziś dzień nie została zakończona. Gaudi poświęcił Sagradzie 16 lat życia, a w chwili śmierci w wypadku tramwajowym pozostawił po sobie jedynie część budowli. Chociaż plany architektoniczne zaginęły w trakcie wojny domowej, prace budowlane dalej trwają. Na ulotkach informacyjnych rozdawanych turystom napisano, że planowany termin zakończenia budowy to rok 2030... Doszliśmy wspólnie do wniosku, że jak tak dalej pójdzie, dzieło finalne zobaczą dopiero nasze wnuki albo i prawnuki...
Widok na Sagradę Familię z poziomu ulicy
Z zewnątrz budowla jest, uważam, monumentalna, złożona z tysięcy niepowtarzalnych elementów, a przez to zapierająca dech w piersiach. Na pierwszy rzut oka wygląda jak gigantyczny zamek zbudowany z mokrego piasku, któremu jeszcze dużo brakuje do wielkiego finału. Trudno sobie nawet wyobrazić, ile czasu Gaudi spędził nad pracami projektowymi i koncepcyjnymi. Gdy się patrzy na fasadę, trudno skupić wzrok na jednej konkretnej rzeczy, ponieważ jest tyle drobnych elementów przyciągających wzrok.
Sagrada Familia by night
Natomiast w środku to nic innego jak ogromny plac budowy! Dla turystów udostępniono jedynie niewielki wycinek wnętrza, który zupełnie nie przypomina kościoła. W środku stoją rusztowania, w powietrzu unoszą się drobinki kurzu, a przy wejściu na wieżę stoją automaty z napojami i słodyczami. Prowizorycznie wydzielono część modlitewną, która imituje małą kaplicę, do której turyści raczej nie mają wstępu. W trakcie mszy za przepierzeniem turyści w najlepsze wcinali kanapki. Zasadniczo uważam, że 9€ za obejrzenie wąskiego korytarza, dwóch witraży, kilku filarów to chyba trochę za dużo... Chociaż dzięki temu mogliśmy się dołożyć finansowo na zbożny cel, jakim jest ukończenie budowli :) Aha, gratis dostaliśmy możliwość stania w godzinnej kolejce na windę na wieżę widokową za 2,50€ :) Ale było warto!!! Widoki wspaniałe, chociaż przecinane rusztowaniami.
Widok na Sagradę Familię z poziomu wieży widokowej
Swoją drogą nie zazdroszczę Chilińczykom, który pracują na takich wysokościach, bo to oni właśnie kończą budowlę... Dodatkową atrakcję stanowią kilometrowe kręte schody, którymi trzeba zejść na poziom 0.
Kilometrowe schody
Ogólnie uważam, że bazylika wygląda dużo lepiej z zewnątrz, niż od środka, a widoki z góry wręcz zapierają dech w piersiach. Mam nadzieję, że doczekamy dnia ukończenia... Jak na razie nie wolno się zrażać tym, co obecnie turysta zwiedza w środku, a należy skupiać się na tym, co się widzi na zewnątrz, ponieważ to zapowiedź ostatecznego wyglądu bazyliki. Summa summarum, byłam pod wielkim wrażeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz