niedziela, 7 lutego 2010

Po 28h w autokarze nareszcie w domu :)

Po trudnych pożegnaniach z sąsiadami bliższymi i dalszymi, znajomymi francuskimi i międzynarodowymi, rozpoczęliśmy długi i bolesny proces pakowania się. A że walizki mają to do siebie, że się nie rozmnażają, ani nie powiększają, stanęłam przed problemem znanym każdej osobie przeprowadzającej się: co zabrać, a co zostawić. Łatwo nie było... Nie dość, że moja torba swoje przeszła w drodze do Bordeaux, to jeszcze ledwo się domknęła na drogę do domu... Ale przynajmniej jakoś udało nam się zapakować :)

Nie bez łez w oczach patrzyliśmy po raz ostatni po starych kątach i wdychaliśmy znajome zapachy. Mogłoby się wydawać, że przecież byliśmy we Francji tylko pół roku, ale jednak zostawialiśmy z Bordeaux nasze małe życie, z którym niełatwo się było pożegnać. :( Zaskoczyła mnie ta niespodziewana refleksja, ponieważ wiedziałam, że nie obejdzie się bez wzruszeń przy wyprowadzce, ale nie sądziłam, że tak ciężko będzie zostawić miejsce zamieszkania ze swojej natury tymczasowe...

W każdym razie, kiedy tylko wsiedliśmy do pociągu do Lyonu, jak najszybciej chcieliśmy się znaleźć w domu w Polsce :) Ale po przyjemniej podróży TGV czekała na nas podróż autokarem przez pół Europy, dodam zaśnieżone pół Europy. A że na trasie było "trochę" śniegu, sam przejazd z Lyonu do Warszawy zajął nam 28 godzin! Myśleliśmy, że zejdziemy, szczególnie, gdy skończyły się "Melange Japonais", czyli orzechy arachidowe w skorupkach na słono :( Sumarycznie, zaczęliśmy naszą podróż w poniedziałek ok. 11:00, a skończyliśmy w środę ok. 18:00 :D

Wnioski? Nr 1: następnym razem biorę mniejszą walizkę, żeby trochę ulżyć Szymonowi. Nr 2: szukamy połączeń pociągowych, jeżeli nie lotniczych.

A w domku milo wreszcie zobaczyć znajome twarze, z którymi bez żadnych problemów da się porozumieć. Moje pierwsza myśl: nareszcie rozumiem wszystko, co się do mnie mówi! ;) Miła odmiana... I Ci wszyscy kochani ludzie, z którymi się nie widzieliśmy pól roku... Też się łezka w oku zakręciła.

Myślę, że mogę napisać zarówno w imieniu Szymona, jak i swoim, że półroczny pobyt w Bordeaux to niezapomniane przeżycie, które zostanie w naszej pamięci na zawsze. Wspaniała lekcja samodzielności, różnorodności kulturowej i kompromisu wzbogaciła nas, wzmocniła i otworzyła oczy na to, jak ludzie mieszkają w innym miejscu na świecie. Krótko mówiąc, było extra!

Vive la France!

piątek, 29 stycznia 2010

Nostalgia powrotu

no i już... nasza półroczna przygoda z Bordeaux się kończy... jeszcze chwilę temu mieliśmy miesiące, od niedawna dni, a już od niedzieli godziny do naszego powrotu do Polski.

A żeby tego było mało to dzisiaj tak na prawdę odczuliśmy to po raz pierwszy tak mocno, bo pozegnaliśmy perwszą z ważniejszych dla nas osób, naszego sąsiada z Chin Jacka. I mówiąc szczerze, ciężko będzie się rozstać z tymi ludźmi szczególnie że w większości przypadków raczej małe są szanse na kolejne spotkanie, bo wypad do Shanghaju, na Taiwan, czy do słusznej Korei to jednak wycieczka którą wielu zwykle określa mianem - podróży/przygody życia... ehhh... tyle wam powiem i idę cieszyć się resztkami pobytu w Bordeaux

sobota, 16 stycznia 2010

Paris Paris

A jednak marzenia potrafią się spełniać :) Fajnie!

W pierwszy weekend stycznia wsiedliśmy w pociąg 0 6:56 i po 4 godzinach wysiedliśmy w mieście słynącym z Dzwonnika, kobiety o tajemniczym uśmiechu oraz kasztanów na placu Pigalle. W dwa dni udało nam się zwiedzić bodaj najbardziej znane i rozpoznawane miejsca w Paryżu. Aczkolwiek, dla mnie największą wartością jest to, że w nocy o północy mogę recytować układ i stacje sieci miejskiego metra :) I to z podziałem na poszczególne nitki! Chociaż było pieruńsko zimno, a wiało tak, jakby dziesięciu się powiesiło, to jednak mogę napisać z całą odpowiedzialnością, że Paryż to miejsce, do którego chciałabym wrócić. A że tylko na wiosnę lub w lecie, kiedy średnia temperatura powietrza wynosi powyżej 15 stopni Celcjusz, to już zupełnie inna sprawa ;)

P.S. Dzisiaj na polowanie na wyprzedaże w Bordeaux poszłam bez szalika, nauszników i , uwaga, rękawiczek! Taka u nas jest pogoda w połowie stycznia :)
P.P.S. Upolowałam torebkę ;)

Cóż, niektórzy nie rozumieją znaczenia
Charlesa de Gaulle'a dla Francji...
Champes Elisees

SKNI jest wszędzie!
Z tej perspektywy Wieża wygląda równie majestatycznie

Bazylika Sacre Coeur, czyli Świętego Serca (Jezusowego) 0 9:00 rano
byliśmy praktycznie sami :)

Notre Dame od frontu
Niestety Dzwonnik się ukrywał :(
Piramidy przed Luwrem i ... Szymon

Kościół Inwalidów z grobem Napoleona
(tak tak, tu obok był kiedyś szpital wojskowy)

Champs Elisees za dnia

Victor Hugo mawiał:
"Wszystko, co istnieje w dowolnym miejscu na ziemi, istnieje też w Paryżu."
Jak widać miał rację ;)

Wnętrze Notre Dame
A Dzwonnik dalej się ukrywa...

Iluminacje na Wieży.


Siedziba Nicolasa Sarkozy'ego: Mały Pałacyk

Champs Elisees w nocy

Łuk Triumfalny z triumfującym Szymonem

Łuk Triumfalny jak na pocztówce

Nad Sekwaną

Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Centre George Pompidou
Złośliwi twierdzą, że to rafineria w centrum Paryża

Jak to swój do swego ciągnie!

Wieża Eiffela z wieży Montparnasse

W skrócie: było extra!