Wczoraj, jak zwykle przed tygodniowymi zakupami w Auchanie, zajrzałam do lodówki w celu zrobienia listy zakupów. I zdębiałam... Okazało się, że z 7 opakowań mojego ulubionego pasztetu Profi z indyka z dodatkiem pomidorów, została tylko jedna, ostatnia bidula:( Puls się podwyższył, a do oczu napłynęły łzy. "Ale nic to", pomyślałam, "uzupełnię sobie zapasy we francuskim sklepie, a może nawet spróbuję czegoś nowego." Pełna nadziei wzięłam Szymona pod pachę (w końcu ktoś musi dzwigać moje ukochane pasztety) i podreptałam do Auchana.
Na miejscu myślałam, że zemdleję. Na słabo zaopatrzonej półce było tylko jakoś dziwnie wyglądające "Pate" ze świnki, szynki albo grzybów, które niczym nie przypominało prawdziwego, polskiego pasztetu marki Profi. Po 20 minutach rozglądania się w nadziei, że może jednak coś przegapiłam, musiałam się niestety poddać. Wygląda na to, że niestety będę musiała przeżyć kolejne pół roku na diecie bezpasztetowej, co w moim przypadku oznacza ciężką próbę charakteru... :(
Na pocieszenie kupiłam sobie makrelę w sosie pomidorym z bazylią oraz tuńczyka w sosie własnym i mam nadzieję, że więcej takich niemiłych kulinarnych niespodzianek we Francji nie będzie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz