czwartek, 3 grudnia 2009

I znowu nowy przedmiot

W poniedziałek szczęśliwie, mam nadzieję, udało nam się zakończyć kolejny przedmiot na BEMie. Ze "statystyką dla managerów przy użyciu MS Excela" i doktorem Hongiem spędziliśmy 3 tygodnie. Aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy pomyślałam sobie, że przedmiot się już skończył... A początki wcale nie były takie fajne.

Pamiętam pierwsze zajęcia. Dr Hong spóźnił się pół godziny, ponieważ był przekonany, że zajęcia na BEMie zaczynają się o 9:00, zamiast o 8:30 :) Jakaś dobra dusza wyprowadziła go z błędu, niestety ;) Kiedy prowadzący zaczął prowadzić wykład, byliśmy z Szymkiem lekko zdziwieni, ponieważ ciężko było nam zrozumieć, o co właściwie chodzi. Ponieważ pan doktor mówił z ciężkim koreańskim akcentem, czasem nie byliśmy w stanie rozróżnić poszczególnych słów i zrozumieć toku wypowiedzi:( Niestety pan Hong miał czasem problem ze zrozumieniem pytań od studentów, więc Szymek musiał kilka razy parafrazować, żeby uzyskać odpowiedź na dokładnie to pytanie, o jakie mu chodziło. Stąd, na początku, nie byłam specjalnie zadowolona z wybranego przedmiotu...

Ale wraz z kolejnymi zajęciami moja opinia o przedmiocie i dr Hongu poprawiała się. Przede wszystkim dr Hong był zawsze bardzo dobrze przygotowany do zajęć. Na każde nasze spotkanie przynosił dobrze zredagowane slajdy, które potem udostępniał studentom. Uważam, że to szczególne ważne w przypadku statystyki, ponieważ jego prezentacje w pełni zastąpiły nam podręcznik. Więc było się z czego uczyć. Po drugie, pan doktor za każdym razem przynosił nam szablony w Excelu w celu zilustrowania problemów i pokazania ich metody rozwiązania w Excelu. Szablony te nie było zbyt skomplikowane i z powodzeniem mogliśmy je robić sami na zajęciach, ale dzięki ich wcześniejszej dystrybucji oszczędzaliśmy mnóstwo czasu. A z tego powodu mogliśmy rozwiązać więcej zadań na zajęciach. Ponadto, panu doktorowi zawsze zależało na tym, czy studenci na pewno wszystko zrozumieli i czy nie mają jakiś pytań. Podchodził do nas, zagadywał na przerwie i pytał też o rzeczy niezwiązane stricte z przedmiotem, czyli np. o kraj pochodzenia, kierunek studiów, czy plany na przyszłość. Było widać, że mu zależy na studentach i jest zaangażowany w swoją pracę, a te cechy cenię sobie osobiście w każdym wykładowcy. A poza wszystkim, wraz z kolejnymi zajęciami można się było przyzwyczaić do jego koreańskiego akcentu na tyle, że w końcu nie przeszkadzał aż tak bardzo:)

Sam przedmiot, myślę, dał nam z Szymkiem sporo, ponieważ był powtórzeniem statystyki z I i II roku. Zwykle to są podstawy podstaw, które mają tendencję do szybkiego wyparowywania z głowy, niestety. Dlatego dobrze, że sobie przypomnieliśmy podstawowa wiedzę jeszcze przed skończeniem studiów. A poza tym pozostały nam dobrze zredagowane slajdy, do których w miarę potrzeby będzie można wrócić. Sam egzamin okazał się być dość trudny, tzn. trzeba się było do niego całkiem nieźle przygotować. Chociaż liczenia było stosunkowo niewiele, na odpowiadanie na pytania teoretyczne trzeba było poświęcić dużo czasu. Ogólnie, nie było wolnej chwili, żeby patrzeć w okno i myśleć o niebieskich migdałach. Mam nadzieję, że udało się zakończyć ten przedmiot oceną pozytywną. A ogólnie, jestem całkiem zadowolona z wyboru przedmiotu, który okazał się być nad wyraz trafny :) Myślę, że mogę w tym momencie mówić za nas dwoje, ponieważ zdaje się, że Szymek też był zadowolony z wyboru. Uważam, że warto było sobie przypomnieć zdobytą wcześniej wiedzę i, co ważniejsze, nauczyć się ją aplikować w Excelu :)

Natomiast we wtorek zaczęliśmy kolejny przedmiot: Szymek "Marketing międzynarodowy" po angielsku, a ja "Zarządzanie zasobami finansowymi" po francusku. Jeszcze trudno dokładnie powiedzieć, czy warto było je wybrać, ponieważ mieliśmy zaledwie 2 dni zajęć, ale pierwsze uwagi już się nasuwają.

Jeżeli chodzi o przedmiot po angielsku, okazał się być nad wyraz ciekawy. Szymek miał wątpliwości, czy mu się spodoba, ponieważ takie przedmioty zwykle nie są zbyt konkretne i sprowadzają się do ogranych sloganów lub definicji, które i tak każdy rozumie intuicyjne. Poza tym, Szymek nie jest z zamiłowania marketingowcem... Na szczęście nie było tak źle, ponieważ przyszedł z zajęć 2 dni pod rząd zadowolony :) Na zajęciach oglądają reklamy, prowadzą dyskusje i pracują w grupach nad case study. Słowem, całkiem sporo się dzieje. Pewnie przy okazji Szymek napisze parę słów więcej na ten temat.

Co do mojego zarządzania, to jest to przedmiot mocno finansowy i dość specjalistyczny. Okazało się, że nie znam aż tak dobrze słownictwa finansowego, więc na zajęciach się trochę gubię. Poza tym wykładowca przedstawia równanie FR=BFR + TN i mówi, że to jest fundamentalne równanie finansowe, a ja pierwsze widzę... Dopiero potem dodaje, że w szkołach finansowych we Francji, bo w krajach anglo-saksońskich mają inne podejście... Nie wiem, jakie ja mam podejście, ale na pewno nie to przedstawione na wykładzie ;) Poza tym, francuscy wykładowcy mają nieznośną manierę pisania wszystkiego skrótami, więc chwilę później nie wiadomo co jest napisane na tablicy, jeżeli się akurat nie zna rzeczonego skrótu. Ponadto, nie wiadomo, czy to skrót ogólnie obowiązujący w literaturze, czy też skrót pana profesora, bo mu się nie chce zapisać pełniej nazwy... W każdym razie nie jest źle, wypożyczyłam sobie książki z finansów po francusku i zamierzam przejrzeć trochę słownictwa i definicji.

A oto książeczki, które pan profesor mi polecił...

A poza tym, miałam na SGHu gorsze przedmioty, np. Metody optymalizacji albo Statystyczne metody wielowymiarowej analizy porównawczej (drogi Czytelniku, jeśli nie rozumiesz o co chodzi w tym przedmiocie, to nie martw się, nie jesteś jedyny ;) i jakoś sobie poradziłam.

W każdym razie mam nadzieję, że damy sobie oboje radę, czegoś się nauczymy i spędzimy miłe 3 tygodnie z naszymi przedmiotami :)

1 komentarz:

  1. Aga, czemu piszesz o Szymonie per "Szymek"? On jest za wysoki na takie określenie :D

    OdpowiedzUsuń