W ostatnią niedzielę rano wstając na mszę na 10.30 (godzinę dojeżdżamy) chyba rozwikłaliśmy zagadkę niskiej frekwencji w kościele... Strasznie nam się chciało spać, a w najbliższym kościele (godzina dojazdu -powtarzam, ale jestem w szoku) jest 1. msza w niedzielę... słownie... jedna
I musze powiedzieć byłem już bardzo bliski nie pójścia... ale na czym polega spostrzeżenie. Otóż jeśli w Polsce obudzę się o 6.00 to pójdę na 8.00, jak się obudzę o 8.00 to na 9.00 a jak o 10.00 to na 11.00 a jak zupełnie zaśpię to na 18.00 i też wszyscy będą zadowoleni... a tutaj??
Nie dość że ludziska nie chcą chodzić ideologicznie to ci co chcą to "mają do wyboru" 1 mszę. Z drugiej strony to na co Aga zwróciła uwagę to ... niby dla kogo miałaby być druga msza skoro na jednej jest tylko 30 osób. Z trzeciej strony może ktoś by jeszcze przyszedł... i tak można długo. Ogólnie błędne koło :(
No ale... dalej będę dzielnie wstawał rano i dzielił się spostrzeżeniami.
Bon soiree (miłego wieczoru :))
Pewnie i tak na tej mszy to głównie Polonia, albo inne imigranty;p
OdpowiedzUsuńWitajcie! Pisze do Was koleżanka Agnieszki z ING :) Gratuluję bloga, będzie co wspominać później!
OdpowiedzUsuńJak Aga już wie, ja byłam na Erasmusie w Holandii i tam był dokładnie ten sam problem z niedzielną Mszą. Całe szczęście, w moim miasteczku była misja katolicka i przychodziło z 50 osób, ale na Mszę holenderską, po naszej, do 10! W kościołach zaczęto robić kawiarnie, księgarnie i wystawy :)
Życzę Wam dużo wytrwałości we wstawaniu i pozdrawiam z Polski! ;)
Ewa
Jak pamiętam swoje wyjścia na mszę w południowo-wschodniej (czyli turystycznej) Hiszpanii dobre 9 lat temu, to w kościołach widywaliśmy tylko garść starszych osób i gdzieniegdzie turystów właśnie. A przecież Hiszpania ma tak bogatą tradycję katolicką.
OdpowiedzUsuńPowodzenia w dbaniu o duszę w tak trudnych warunkach :)